Prozaicy to blog, na którym organizowane są konkursy literackie, od czasu do czasu pojawią się różne porady dotyczące pisania, wskazówki albo recenzje, felietony, reportaże. Blog ma na celu nie tylko popularyzowanie wśród młodych osób czytanie książek, ale też zachęcanie do tworzenia własnych opowiadań i powieści, które w przyszłości mają szanse pojawić się na domowych biblioteczkach.
Kontakt: E-MAIL: PROZAICY@VP.PL oraz FACEBOOK: TUTAJ

Spacer literackimi śladami Stanisława Lema


W 2013 roku Kraków otrzymał prestiżowy tytuł Miasta Literatury UNESCO, a rok później zainaugurowany został cykl spacerów śladami najciekawszych nurtów literackich i pisarzy związanych z miastem. Podążano już ścieżkami Wisławy Szymborskiej, szlakiem realizmu knajpianego czy kryminałów. W kwietniu okazję do poznania miejsc związanych z ulubionym autorem mieli fani Stanisława Lema.

Spacer rozpoczął się na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego, pod budynkiem starego dworca – w miejscu, do którego przyjechała ze Lwowa rodzina Lemów w 1946 roku. Następnie przeszliśmy pod budynki kliniczne Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie wysłuchaliśmy historii dzieciństwa i młodości oraz edukacji Stanisława Lema. Kliniki, pod którymi staliśmy, związane z nim były na dwa sposoby – gdyby kiedyś ukończył studia (celowo nie zdał ostatniego egzaminu), pewnie zostałby lekarzem i mógłby w którejś pracować. Tak się nie stało, a wiele lat później, w 2006 roku, trafił do jednej z nich i w niej zmarł.
Następnie przeszliśmy na ulicę Bonerowską 6, pod drugie mieszkanie państwa Lemów. Wtedy było to niemal niezamieszkałe pole, nieskomunikowane z miastem – ale pisarz poradził sobie, kupując swój pierwszy ukochany samochód, żółtego mercedesa. Podobno był okropnie gwałtownym kierowcą.
Stamtąd nasza wycieczka przemieściła się na Mały Rynek, pod budynek Śródmiejskiego Ośrodka Kultury - w 1995 roku jedna z książek Lema została wybrana Krakowską Książką Miesiąca. Dowiedzieliśmy się, że pisarz nie był zbyt często nagradzany, w ogóle jego ranga w kraju była niska. Co może nieco dziwne, bo jest to najczęściej tłumaczony polski autor na świecie (30 milionów egzemplarzy, przekłady na 40 języków). Mówiono o nim wprawdzie w kontekście Nagrody Nobla, ale wówczas otrzymał ją Czesław Miłosz. Niedocenienie to można wytłumaczyć tym, że Lem nie należał do żadnego ugrupowania literackiego, dlatego na przykład rzadko umieszcza się go w antologiach, pojawiają się też problemy z recenzjami jego dzieł.
Naszym następnym przystankiem był jeden z antykwariatów połączony z wypożyczalnią książek. Pisarz miał ciekawą technikę czytelniczą: wypożyczał książki z półek, bez względu na tytuł, biorąc po prostu kilka od lewej do prawej. Jeśli mu się nie spodobały, zwyczajnie je zwracał. Taki rytuał powtarzał się codziennie, ponieważ Lem kochał książki i czytał bardzo wiele, w wielu językach i z wielu dziedzin. Prowadząca opowiedziała nam także o innych zwyczajach pisarza. Sypiał od 21 do 4 rano, a potem pisał; nigdy nie kreślił po maszynopisie, zawsze przepisywał na nowo całą stronę, nie sporządzał także notatek dotyczących rodzących się w jego głowie pomysłów.

Przeszliśmy na ulicę Wiślną, pod siedzibę „Tygodnika Powszechnego”, w którym pisarz debiutował i dla którego pisywał poezję w latach 1946–1948. W tym okresie pisywał także do komunistycznej „Kuźnicy”, której redakcji nie podobało się, że ich autor związany jest z katolickim pismem. Przy tej okazji dowiedzieliśmy się nieco o stosunku Lema do Boga – był ateistą, ale uważał, że religia jest potrzebna społeczeństwu.
Kolejnym przystankiem był budynek Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którym Lem pracował w latach 70. jako wykładowca, a jego wystąpienia dotyczyły właściwie wszystkiego. Dowiedzieliśmy się, że notował to, o czym już mówił, aby się nie powtarzać - a nie to, o czym chciałby lub powinien mówić na następnych zajęciach.
W drodze do ostatniego punktu naszej wycieczki usłyszeliśmy o miejscach odległych od centrum Krakowa, które w jakiś sposób wiążą z pisarzem: ma swoją ulicę oraz ławkę oznaczoną kodem QR (umożliwia to odsłuchanie fragmentu prozy Lema czytanego przez Borysa Szyca), jego imieniem nazwany jest Ogród Doświadczeń przy Alei Pokoju, a z okazji Festiwalu Conrada namalowano na ul. Józefińskiej mu mural. Dodatkowo w kosmosie znajdują się planetoida Lema i polski satelita naukowy Lem.
Ostatnim punktem wędrówki było Wydawnictwo Literackie, które przygotowało wystawę dzieł tego twórcy oraz udostępniło Salę Mehofferowską, by mogło się w niej odbyć nasze spotkanie z sekretarzem pisarza, panem Wojciechem Zemkiem. Dowiedzieliśmy się od niego, jak zdobywa się takie stanowisko, jaki był stosunek autora do jego dzieł, jak wyglądał dzień pracy Lema oraz prawdy o tym, jaki rzeczywiście miał on stosunek do technologii.
To był dobry pomysł, żeby wybrać się na taki spacer. Po pierwsze, zwiedziłam miasto od strony, od której na pewno nie poznałabym go, gdybym miała się w taką wędrówkę wybrać sama. Całość została przygotowana i opracowana bardzo profesjonalnie, prowadząca była świetnie obeznana z tematem i potrafiła odpowiedzieć nawet na najdziwniejsze pytania uczestników. Pod koniec spotkania każdy z nas otrzymał bibliografię, w której wymienione zostały pozycje, z których zaczerpnięte zostały informacje przedstawiane w trakcie wydarzenia. Prowadząca nie korzystała z notatek, a mimo tego przytoczyła bardzo wiele dat i faktów oraz mnóstwo zabawnych anegdot z życia Lema. Poprzez je właśnie pokazała nam pisarza ze strony nieznanej, codziennej, zwyczajnej. Całość wydarzenia została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach.
Trasa została zaplanowana tak, aby można ją było w ciągu dwóch godzin przemierzyć spokojnym spacerowym krokiem. Jej atutem było to, że nie przechodziliśmy kilkakrotnie tym samym szlakiem, a wciąż odkrywaliśmy nowe zakątki Krakowa. Miejsca, pod którymi się zatrzymywaliśmy, były nie tylko zwyczajnie pokazywane i omawiane, raczej stawały się pretekstem do snucia przez prowadzącą refleksji dotyczących Lema jako człowieka i jako pisarza.
Ciekawym dopełnieniem wycieczki było zorganizowanie spotkania z najbliższym współpracownikiem autora. Możliwość poznania sekretarza Lema była czymś niezwykłym, ponieważ umożliwiło nam to dowiedzenie się czegoś o pisarzu u źródła, które obcowało z nim na co dzień.
Inicjatywę, jaką są spacery literackie, uważam za bardzo ciekawą i trafną – wszak w Krakowie zamieszkiwało bardzo wielu wybitnych twórców (w tym roku planowane są jeszcze wędrówki śladami Miłosza, Szymborskiej czy Mrożka) i warto poznać ich od innej, nieliterackiej – a równie ciekawej! – strony. Literaturą można się pasjonować nie tylko podczas czytania; odkrywanie miejsc i naoczne doświadczanie cudzego życia prywatnego to bardzo inspirujące doświadczenie. Nie za bardzo lubię czytać biografię, ale ta forma poznawania ich przypadła mi do gustu i zapewne niejednokrotnie jeszcze wezmę w niej udział. Cieszę się, że w Krakowie narodził się pomysł „zwiedzania literatury” i jest realizowany z najwyższą starannością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Layout by Yassmine