Prozaicy to blog, na którym organizowane są konkursy literackie, od czasu do czasu pojawią się różne porady dotyczące pisania, wskazówki albo recenzje, felietony, reportaże. Blog ma na celu nie tylko popularyzowanie wśród młodych osób czytanie książek, ale też zachęcanie do tworzenia własnych opowiadań i powieści, które w przyszłości mają szanse pojawić się na domowych biblioteczkach.
Kontakt: E-MAIL: PROZAICY@VP.PL oraz FACEBOOK: TUTAJ

Świat potrzebuje więcej listów miłosnych


Pozostań prawdziwy dla samego siebie, dla swoich przyjaciół, a nie marnuj czasu i energii na bycie kimś innym. Jesteś unikalny i jesteś wspaniały.
- jeden z listów miłosnych udostępnionych przez stronę moreloveletters.com

http://happsters.com/2014/09/15/more-love-letters/

1. LIST

A później? Później wyszłam z domu.

Jeden zostawiłam w księgarni, w szóstej części „Harry'ego Pottera” jeden wsadziłam w Schmitta albo w Picoult - nie pamiętam, co było bliżej; jeden zaczepiłam o plakat reklamujący sklep z używaną odzieżą, jeden wrzuciłam do przypadkowej skrzynki na listy, jeden zostawiłam na poczcie, jeden w szkolnej bibliotece pomiędzy książkami.
Mało. Chciałabym jeszcze jakiś zostawić w supermarkecie, na ławce w parku, powiesić na tablicy ogłoszeń, porzucić na przypadkowym stoliku albo w pociągu – nigdy nie wręczyć do rąk własnych. Nie o to chodzi. Tego robić nie wolno.
Niewiele jest takich rzeczy, których naprawdę nie powinno się robić. W sumie, jest tylko jedna, reszta może być nazwana dobrymi radami.
Po pierwsze i ostatnie: zostań anonimowy.
Nikt nie może wiedzieć, kim jesteś. Ktoś cię zobaczy i czar pryśnie, podasz swoje nazwisko, podasz numer telefonu, adres, namiary – przegrałeś. Zrobisz to i pokażesz, że nie zrozumiałeś idei. Bo nie o to chodzi, żeby nawiązywać znajomości, tylko o to, żeby pokazać, że jest się dobrym człowiekiem.


***
Cześć, Człowieku!
Jak się masz? Dobrze, że czytasz ten list. Mam nadzieję, że choć trochę poprawię Ci humor. Pamiętaj, żebyś był pozytywnie nastawiony do świata, tańcz, baw się, a przede wszystkim się śmiej. Nie zapomnij, że życie jest piękne! Postaraj się korzystać z niego jak najwięcej! Jesteś na pewno pięknym człowiekiem. Pamiętaj, że to właśnie od Ciebie może zależeć los tego świata!
Ja, Nieznajomy
- list napisany przez Małgosię (11 lat), wrzucony do skrzynki domu na rogu
***
Historia rozpoczęła się parę lat temu, kiedy matka Hanny Brencher wyraziła swoją niechęć do nowości technologicznych. Nie było w tym nic aż tak dziwnego – ot, po prostu kolejna osoba, którą przerażał sam pomysł wysłania smsa.
Zaczęła więc wysyłać listy do swojej córki – do tej, która wyjechała do Nowego Jorku, która wyjechała na studia, i której nagle nie było dookoła.
I tak to wszystko się rozpoczęło.

***
Hannah Brencher jest uśmiechniętą dwudziestoczterolatką żyjącą w Nowym Jorku, ale jeszcze do niedawna była samotną i nieszczęśliwą dwudziestolatką po Nowym Jorku snującą się bezsilnie.
To było wtedy, kiedy skończyła collage i kiedy życie uderzyło ją w twarz. Kiedy okazało się, że zamiast wkroczyć w świat, musiała go od podstaw zbudować. Nie czekało na nią nic oprócz rozczarowania - jak na każdego, którego marzenia okazują się być tylko marzeniami.
Zaczęła więc robić to, czego nauczyła ją matka.
Zaczęła pisać listy.

Najważniejsza jest miłość do życia i miłość do wspaniałych ludzi, których spotykamy. (…) Dla mnie miłość jest inspiracją i motywacją – jestem szczęściarzem, że mam ją w życiu.
- Gerry, USA

***
Te otrzymywane od mamy były pocieszeniem, na które czekała przed skrzynką. Pocieszeniem, które wyrywała listonoszowi z ręki. To normalne, że wydawało się jej, że bez drobnych skreśleń na papierze nie da sobie rady.
To właśnie dlatego napisała list kobiecie, którą zauważyła któregoś dnia w metrze. Bo kobieta była smutna, bo miała przygarbione ramiona i zmartwioną czymś twarz.
Nie był on taki z prawdziwego zdarzenia – był skreślony na prędko, na kartce wyrwanej z notesu. Ale wystarczył; Hannah podrzuciła go do torby tej smutnej pani i lubiła sobie wyobrażać, jak smutnej pani wyrastał uśmiech na ustach.

***
List miłosny to nie jest wyznanie miłości romantycznej, trzeba zaznaczyć, tylko takiej miłości, jaką człowiek może żywić do drugiego człowieka. List miłosny zostawiany przez Hannę, a później przez mnóstwo innych ludzi, to takie samo pocieszenie, jakie matka wysyłała swojej córce. Taki list miłosny to potwierdzenie tego, że ktoś o tobie kiedyś myślał – jako o nieznajomym, któremu może pewnego dnia wpadnie w ręce ta kartka. Takie listy to zachęcenie, które tak naprawdę wcale nie musi być listem. Może być liścikiem. Notatką pospiesznie zapisaną na kawałku papieru, na marginesie, na okładce, na stoliku, wyryte na drzewie albo wypisane sprayem na murze.
Jest taki tunel na moim osiedlu, który kiedyś był żółty, a teraz jest czarno-niebieski, bo taki spray jest najczęstszy. I obok wulgaryzmów i chorzowskich erek, do których ktoś potem dorysował szubienice, można zobaczyć: T+M=♥, albo „Kocham Jarosława B”, albo serduszka z czyimiś inicjałami. Ze zlepkiem liter, który nawet nie jest słowem, a jednak ma ogromne znaczenie.
A ostatnio Karolina i Aneta w „Sklepach cynamonowych” znalazły karteczkę, na której – kiedyś tam – napisano: „KTOŚ CIĘ KOCHA :)”.


***
Hanna Brencher jest uśmiechniętą dwudziestoczterolatką, która w kafejkach, w metrze i innych miejscach w Nowym Jorku zostawiła kawałek siebie. Zostawiła listy, które miały jeden cel: wywołać uśmiech. Może poprawić humor. Może dodać odwagi i nadziei. Może zmienić życie?
A później poszła o krok dalej i rzuciła pytanie w Internet: Czy chcesz, żeby ktoś napisał Ci list miłosny? Tylko poproś.

Ludzie prosili z całego świata. Prosili dla mamy, która wpadła w depresję po śmierci taty. Dla siostry, która próbowała popełnić samobójstwo. Dla przyjaciółki, za to, że jest najwspanialszą osobą na Ziemi i ma urodziny. Dla przyjaciela za to, że jest kochany, ale smutny, bo zdiagnozowano u niego raka. Dla ciebie, za to, że jesteś.

Ludzie prosili z całego świata i skończyło się na tym, że Hannah musiała zaangażować kilka osób, które pomogłyby jej odpisywać. I tak z całej akcji powstała firma: More Love Letters, której hasło mówi wystarczająco: Świat potrzebuje więcej listów miłosnych.

(…) [Hunter] Jest daleko od domu, ale robi najodważniejszą rzecz, jaką mogłabym sobie wyobrazić. Zmaga się ze swoją przeszłością i z rzeczami, które go ukształtowały, i stara się być lepszym człowiekiem. To coś, co większość ludzi próbuje zrobić przez całe swoje życie, nie mówiąc już o szesnastolatku. Jest najodważniejszym dzieckiem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, a choć piszę do niego regularnie, to chciałabym obsypać go całego słowami zachęty i mądrości.

2. POCZTÓWKA

Wyszłam z domu, ale nie poszłam za daleko. Wręcz przeciwnie.
Klaudia Liszowska zawsze była koleżanką – taką, co to zje dużo, a po niej nie widać; taką, co to na wuef włosy niby spina w najdziwniejsze kucyki świata, ale i tak zostawia dwa kosmyki z obu stron twarzy, które co chwilę (chyba nieświadomie) przygładza.
A potem się okazało, że kiedy zauważyła jedną na moim stoliku, wskazała na nią palcem i krzyknęła: to twoja pocztówka? Mogę zobaczyć? Uwielbiam pocztówki!

***

Strona Postcorssing.com poniekąd została stworzona w bardzo podobnym celu co More Love Letters – żeby przybliżyć ludziom świat.
Idea też była prosta – zaloguj się, wylosuj jakąś osobę, wyślij jej pocztówkę. Wyślij pocztówkę do Czech, do Anglii, do Kanady albo Nigerii. Naskrob skromne „Greetings from Poland” i dziel się swoim kawalątkiem Ziemi z kimś innym.
Ja się podzieliłam z Rosją i Niemcami oraz USA, a Japończyk i Białorusinka podzielili się ze mną. Mało, Klaudia ma lepsze statystyki. Klaudia podzieliła się z Niemcami i z Rosją, i ze Szkocją też. Z Klaudią podzielili się ludzie z Holandii, z Bahrajnu („nawet nie wiedziałam, że takie państwo istnieje!”), z Peru. Siedemdziesiąt kartek z dwudziestu siedmiu krajów. W ciągu dziewięciu miesięcy.
A niektórzy zrobili nieco więcej i podzielili się słodkościami czy kosmetykami, albo różnymi drobnostkami, których nikt nigdy nie potrzebuje, a wszyscy zawsze zbierają. A ta Amerykanka i ta Filipinka zrobiły to ot tak, po prostu. Bo to fajnie się wymienić czymś z kimś z innej strony globu.


Ad 1. LIST

Po czasie jednak złożyło się tak, że Klaudia poszła o krok dalej – wyszła z domu i poszła na pocztę, owszem, ale nie z kartką tylko z grubszą kopertą. I chodzi tam tak raz w tygodniu, na przykład, i wysyła listy do Ukrainy, do Meksyku, do Hiszpanii, do Peru, do Szkocji, do Turcji. Pisze do swoich penpalsów - tak to się nazywa.

***
Skorzystałam z okazji i napisałam kolejne trzy listy.
Powiedziałam Klaudii tak: tylko nie mów im, kim jestem. Po prostu dołącz je do koperty – może się im spodoba. Może też napiszą komuś list miłosny.
I celowo nie zapytałam, kim oni są. Bo przecież nie o to chodzi.
Bo zasada numer jeden mówi: zostań anonimowy.
Wiem tylko, że przeczyta to ktoś w Szkocji, w Ukrainie i w Turcji.
Tyle wystarczy.

***
Droga koleżanko Klaudii,
dziękuję za list! To dla Ciebie:
  • życzę Ci, żebyś zawsze wpadała na świetnie pomysły,
  • zawsze bądź dobrej myśli,
  • zawsze bądź wesoła,
  • pij ciepłą herbatę, kiedy pada i jest zimno.

Z miłością,
Lviv”


7 komentarzy:

  1. Łał. Naprawdę ciekawy artykuł. Tak myślę, że warto byłoby się w coś takiego zaangażować, bo to wygląda na naprawdę ciekawą akcję. Zarówno w 'listy miłosne', które są wypełnione optymizmem jak i pocztówki. Kiedyś chciałam się zabrać za to drugie, ale już nawet nie pamiętam czemu w końcu tego nie zrobiłam.

    Niemniej ostatnio mam zabawę zupełnie z czymś innym, co jednak dosyć mocno wpasowuje się w temat tego postu: ostatnia kostka od Milki. Jeżeli kupi się promocyjną czekoladę bez ostatniej kostki, tę właśnie niedodaną do tabliczki można komuś wysłać. Obdarowałam już moich najbliższych znajomych. ♥ Teraz się zastanawiam, kto będzie następny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O milce słyszałam już, a jednak, ale chyba trochę jest zachodu, żeby znaleźć taką promocyjną tabliczkę? Nie lepiej po prostu kupić i rozdać ludziom dookoła? :)

      Usuń
    2. Właśnie, że nie. Pierwszą tabliczkę kupiłam przez przypadek. Nawet jeszcze nie słyszałam o twej akcji - po prostu na stanie w sklepie nie było innej milki. Po drugie wysyłają kostkę ORAZ pocztówkę z własnym tekstem (jest jakieś ograniczenie znaków) ORAZ zdjęciem, jeżeli się takowe doda (dostępny jest też podstawowy wygląd z napisem 'łączy nas tak wiele').

      Wiem jak cieszyli się moi znajomi z otrzymania takiej kostki. Już sam fakt, że to przychodzi pocztą - zupełnie inny efekt. Według mnie to zupełnie coś innego niż zwyczajnie poczęstować ludzi czekoladą. No i widać, że naprawdę się o nich pomyślało. :D Moja mama też dostała taką kostkę na Dzień Matki.

      Ogólnie dla osób, które często kupują czekoladę (lub jak ja - wyłącznie milkę) taka akcja to świetny sposób, żeby powiedzieć ludziom, że są dla nas ważni.

      Także polecam - kostki docierają (tak około 7-10 dni po zgłoszeniu, ale są :). I jeżeli jest ktoś na diecie, można mu wysłać wirtualną kostkę :D. Taka nie tuczy, a cieszy równie mocno (i jest całkowicie bezpłatna).

      Cóż, nie potrafię nic negatywnego powiedzieć na tę akcję, ponieważ strasznie mi się podoba. Milka podbiła nią moje serce.

      Usuń
  2. To jest wspaniały pomysł !!! Chyba też tak zrobię, bo uwielbiam listy i uwielbiam kiedy ktoś się uśmiecha <3
    Cudowne <3

    http://life-passion-dream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam tekst już przynosi ukojenie i radość...a co dopiero listy...:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie napisałam krótki list, włożyłam w "Bożych Bojowników" i jak najszybciej pędzę do biblioteki, żeby książkę z liścikiem oddać. Mam nadzieję, że trafi w dobre ręce.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Layout by Yassmine