
Już
dawno upatrzyłam sobie tę książkę. Czy może być coś
piękniejszego niż historia pięciu sióstr, jednego domu, spadku i
prawdopodobnie morderstwa? Jarosław Sucharski popełnia
samobójstwo, które wzbudza swoją nietypowością zainteresowanie
policji. Ponieważ pozostawił dyspozycje dotyczące majątku, jego
córki zostają wezwane do notariusza, który wyraża niemałe
zdziwienie faktem, że kobiety nie dość, że się nie znają, to na
dodatek wszystkie pięć ma to samo imię: Natalia. Okazują się
charakterne, zadziorne i walczące o swoje głównie między sobą,
ale potrafiące się zjednoczyć w ukrywaniu pewnych
faktów przed policją – mimo pozornych podziałów, wiele je
łączy. Dziedziczą po milionie złotych każda, ale głównym
przedmiotem sporu staje się dom ojca, w którym wszystkie
postanawiają zamieszkać przynajmniej na czas dochodzenia. Okazuje
się, że śmierć taty zmienia ich dotychczasowe życia: porzucają
prace, narzeczonych i nudne życia, aby rozwikłać sekret, który
pozostawił im wraz z pełnym skrytek budynkiem ojciec.
Historia
jest zabawna i wciągająca jednocześnie. Pięć pozornie całkiem
różnych kobiet, które dowiadują się o istnieniu sióstr dopiero
po śmierci taty. Żadna z nich nie rozpacza, bo tak naprawdę z
żadną nie zdążył się zżyć przed założeniem nowej rodziny.
Przeciwnie, są wściekłe, że ukrywał przed nimi ich wzajemne
istnienie. Na początku łączą je jedynie interesy, ale wspólne
zamieszkanie sprawia, że powoli, niechętnie, zaczynają się do
siebie zbliżać i odczuwać łączące je więzy krwi. Ze względu
na to, że nazywają się tak samo, trudno momentami połapać się,
która z nich jest którą – nawet mimo tego że używają swoich
drugich imion lub zdrobnień, żeby się odróżnić. Chyba w tym
tkwi też cały urok powieści, bo jednakowa tożsamość kobiet
prowadzi do mnóstwa absurdalnych sytuacji (telefon odbiera Natalia
Sucharska, która jest i jednocześnie nie jest pożądaną Natalią
Sucharską). Siostry krok po kroku odkrywają zagadkę, którą
pozostawił dla nich planujący swoją śmierć ojciec, który był o
włos od znalezienia kolekcji monet bitych od początku państwa
polskiego. Dom jest pełen sekretów, których rozwiązanie mieści
się w połączonych z jego piwnicą tunelach wykorzystywanych
przez partyzantów w czasie drugiej wojny światowej.
Policja zaangażowana w sprawę samobójstwa Sucharskiego, już
dość zmęczona próbami wyjaśnienia tajemniczych okoliczności
śmierci mężczyzny, czuje się dodatkowo wykończona próbami
współpracy z jego córkami, które wykazują nadzwyczajną
solidarność wobec obcych i zdumiewającą skłonność do walki
między sobą. Mimo tego czytelnik odczuwa sympatię wobec szalonych
Sucharskich, które bawią, ale pokazują też kilka prawd o
kobietach.
Chciałam
to czytać jak kryminał, ale to raczej powieść obyczajowa z dawką
sensacji. Napięcie jest, ale nie mrożące krew w żyłach,
dużo tu za to humoru, ironii i absurdalnych sytuacji (jak robienie
kilofem dziury w kuchennej podłodze). Nie da się z Nataliami
bać, ale można mieć niezły ubaw, zwłaszcza kiedy chodzi o ich
relacje z mężczyznami. Komediową wisienkę na torcie stanowi
postać sześcioletniej córeczki Sucharskiej-Dębskiej, która
dyryguje młodszym bratem i ciotkami, a charakterem idealnie
uzupełnia starsze od siebie o dekady krewne.
Książka
jest gruba, liczy ponad 500 stron, ale czyta się ją zdumiewająco
szybko i łatwo. Nie wymaga wielkiego czytelniczego zaangażowania i
skupienia, wszystko oscyluje jest wokół jednego głównego wątku i
rozgrywa się w jednym miejscu. Wyróżnia ją nieszablonowość w
kreacji bohaterów, a także starannie przemyślana konstrukcja
fabularna. Dzieje się dużo, ale nie ma przeładowania treścią. To
świetna lektura na zimowe popołudnie i wieczór – relaksuje, ale
nie nudzi.
Musi być to przyjemna, choć niekoniecznie ciekawa. Może kiedyś przeczytam, kto wie.
OdpowiedzUsuńhttp://zakurzone-stronice.blogspot.com/