Prozaicy to blog, na którym organizowane są konkursy literackie, od czasu do czasu pojawią się różne porady dotyczące pisania, wskazówki albo recenzje, felietony, reportaże. Blog ma na celu nie tylko popularyzowanie wśród młodych osób czytanie książek, ale też zachęcanie do tworzenia własnych opowiadań i powieści, które w przyszłości mają szanse pojawić się na domowych biblioteczkach.
Kontakt: E-MAIL: PROZAICY@VP.PL oraz FACEBOOK: TUTAJ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

"Natalii 5" - Olga Rudnicka


Muszę przyznać, że dość rzadko sięgam książki po polskich autorów w wolnym czasie. Wynika to chyba ze studiowania polonistyki i nasycenia się rodzimą literaturą. Wiele czasu spędzam nad naszą klasyką, dlatego do podróży tramwajem wybieram coś lekkiego: kryminały, powieści obyczajowe, fantastykę, najczęściej w przekładach z innych języków. Nie znaczy to jednak, że polscy autorzy są gorsi – po prostu nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego, co chcę znać, dlatego muszę dokonywać wyboru, a nie chcę się całkiem zamykać na literaturę obcą. Na mojej najnowszej liście „do czytania” znajdują się mimo tego głównie polskie nazwiska. Na pierwszy posesyjny ogień poszła Olga Rudnicka z powieścią Natalii 5.

A Single Man, reż. Tom Ford (2009)

Obejrzałam dzisiaj dwa filmy – Easy Virtue (2008, reż. Stephan Elliot), który jest brytyjską komedią z akcją osadzoną po drugiej wojnie światowej – stąd fantastyczny soundtrack, którego właśnie słucham. Ten serdecznie polecam.
Chciałam jednak napisać coś o drugiej produkcji – A Single Man (2009, reż. Tom Ford). Dramat produkcji amerykańskiej, ze światem lat '60. Na podstawie powieści Isherwooda.
Bo muszę Wam powiedzieć, że jestem zakochana we wszystkim, co stare – czy to muzyka, książki, moda, samochody. Może dlatego te filmy tak mi się podobały. Albo dlatego, że są to naprawdę świetne filmy.
Albo tak naprawdę dlatego, że w obu gra Colin Firth. 
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiLEvm1IjbDuHJD5GLF0nHPOAIbU_Xtmx7xSqlAvKmdCZ1lI-lxXAvula9FsWRBt7Vy48IVp2GkjPp0L_Gzjrvu1SqhcoqH9fqcpdBp0zDh_MCbX-26j7SaturbNgptXxujrhvY6plpUoA/s1600/tumblr_lhb8ha0ZEj1qcnhhzo1_500.gif 
Uwaga na spoilery.

Frankenstein Millera i Potwór Cumberbatcha



To było tak, że miałam przed sobą czterogodzinną podróż pociągiem, a ja lubię jeździć pociągami, bo mogę w nich czytać książki, więc czytałam.
Wybór lektury nie był przypadkowy – miałam do dokończenia „Frankensteina” Mary Shelley. Bo choć tak naprawdę powinnam czytać dużo innych rzeczy, to „Frankenstein” to przecież klasyka, a klasykę chcę przeczytać zawsze.
Aha, no i wybierałam się na spektakl teatralny, który tak naprawdę był wyświetlany w warszawskim kinie. A tytuł tegoż - „Frankenstein”. Reżyserował Danny Boyle, którego znamy ze „Slumdoga” albo „127 godzin”, a główne role grali – Benedict Cumberbatch i Johnny Lee Miller. Wypadało więc najpierw przeczytać to, co zainspirowało Boyle'a i Nick Deara do stworzenia przedstawienia.

Ptaki, reż. Alfred Hitchcock (1963)


Film zaczął się od ptaków, skończył się ptakami i tytuł też ma „Ptaki”. Stworzony przez Alfreda Hitchcocka uważany jest za klasykę thrillera – Hitchcock wykorzystał w swoim filmie historię du Maurier i choć to jego inną produkcję uznaje się za najstraszniejszą („Psychoza”) ta również plasuje się wysoko. Mogę powiedzieć że i słusznie.

Fabuła jest łatwa w zrozumieniu, choć ma w sobie oczywiście i odrobinę tajemnicy – główna bohaterka jest piękną, bogatą, młodą kobietą o imieniu Melanie Daniels, która w sklepie zoologicznym spotyka pewnego pięknego i młodego prawnika – Mitcha Brennera. Melanie po krótkiej rozmowie jest tak zaintrygowana Mitchem, że postanawia go odwiedzić; gdy przyjeżdża do Bodega Bay, zaczynają dziać się dziwne wydarzenia – najpierw samotna mewa rani ją w głowę, a po paru godzinach atakuje ją (i resztę ludzi) już cała chmara innych ptaków, doprowadzając do śmierci kilku osób. Dlaczego, nie wie nikt.

"Długa wojna" - Terry Pratchett, Stephen Baxter

Na początku tego roku miała miejsce premiera „Długiej wojny”, drugiej już książki z serii Długa Ziemia, sygnowanej przez Terry’ego Pratchetta oraz Stephena Baxtera. Możemy więc odnaleźć nasz stary kowbojski kapelusz, ponownie dopiąć do butów ostrogi i wyruszyć na podbój… kosmosu. A raczej na podbój setek tysięcy alternatywnych wersji naszej ojczystej planety; wszystkich dziewiczych i nieokiełznanych, niczym Dziki Zachód. Dzięki bardzo prostemu pomysłowi autorzy otworzyli przed sobą ocean możliwości. Moim zdaniem, niestety, możliwości zmarnowanych.
Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące pierwszego tomu!

"Gry losowe" - Joanna Dziwak

Skuszona dość nietypową okładką i blurbem („Nikt dotąd nie przygotował tak złośliwej parodii (…), czuć w tym szczyptę zjadliwości i dobrego humoru, a całość mieści się w ramach ironicznego uncreative writing”) pomyślałam, że to coś napisanego dla mnie. Lubię humor, lubię wyśmiewanie form i stereotypów, wreszcie – doceniam nowatorstwo i pomysłowość. Problem w tym, że co do tej książki mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie przypadła mi do gustu, ale z drugiej – nie odradzam sięgania po nią. To czyni książkę na swój sposób wyjątkową dla mnie, bo najczęściej potrafię jakoś jasno określić swoje zdanie.

"Dziękujemy za palenie" - Adam Leszczyński

W Polsce uwielbiamy reportaże - bezapelacyjnie. Częściowo jest to zapewne wyrazem zachwytu nad zewnętrznym światem, naraz tak łatwo dostępnym po upadku żelaznej kurtyny i PRLu, gdy wszystkie te egzotyczne miejsca nagle znalazły się w naszym zasięgu. Ja choć jestem już z młodszej fali amatorów gatunku, niepamiętającej starego systemu, to jednak dzięki programowi edukacji, który chociaż na tym polu okazał się zaskakująco skuteczny, już mając kilkanaście lat poznawałem fragmenty wybitnych dzieł Ryszarda Kapuścińskiego czy Arkadego Fiedlera. I chociaż nie wpisuję „podróże” w rubryczce zainteresowania w CV, jak czyni to duża część osób ze starszego pokolenia, to zawsze chętnie przysiądę nad tą formą literackiej wypowiedzi. Wielu polskich mistrzów niestety już wśród nas brakuje – ja jednak pragnę polecić wam ich godnego następcę.

"Na szczęście to Żyd" - Erica Lehrer

Erica Lehrer jeździła po świecie w poszukiwaniu figurek przedstawiających Żydów i znalazła ich ogrom. Ja sama nie miałam jakiejś większej świadomości na temat tego fenomenu, nigdy się nad nim nie zastanawiałam i po prawdzie - nigdy nie dostrzegałam tego zjawiska w tej formie. Wydaje mi się też, że ani razu nie spotkałam się z taką figurką, ale znowu - może po prostu mój mózg zarejestrował to jako coś zupełnie naturalnego?

Żydzi mogą kojarzyć się z właścicielami karczm (Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz) albo sklepów czy z lekarzami (Bolesław Prus, Lalka). Mogą być przedstawiani jako "obcy" albo jako sami swoi, jako mędrcy albo - chciwi złodziejaszkowie, którzy zabierają prawdziwym Polakom interesy.

"Golem i Dżin" - Helen Wecker

Magiczne istoty żyjące w świecie ludzi? Dlaczego by nie? Jest to bardzo powszechny zabieg pisarzy. Różne kreatury – i nie używam tego słowa w pejoratywnym znaczeniu – przechadzające się wraz z nami po parku, kupujące bułki w piekarni lub też rozmawiające o pogodzie. Dotychczas mieliśmy do czynienia w literaturze z wampirami, zombie oraz upadłymi aniołami. Helen Wecker postanowiła stworzyć coś innego i w swojej historii wykorzystała postacie golema oraz dżina.

Golem i dżin” opowiada spotkaniu dwóch mitycznych istot pod osłoną nocy. Golem Chawa stworzona w Polsce oraz dżin Ahmad zrodzony z ognia w starożytnej Syrii. Co z tego wyniknie?

"Dawno, dawno temu" - rok ebooka!

Dawno, dawno temuMinął już lekko ponad rok od momentu, kiedy Prozaicy we współpracy z redakcją czasopisma Proliteracja wypuścili na świat swój pierwszy tytuł – antologię pokonkursową „Dawno, dawno temu” w formie ebooka. Jak podejrzewam, większości z was nie trzeba jej przedstawiać, ale gdyby było inaczej zapraszam tutaj. Teraz, w ramach drobnego przypomnienia, pojawia się recenzja.

Chwilę po tym jak tylko zgłosiłem się do zrecenzowania jedynej jak dotąd pozycji wydanej przez Prozaików zacząłem zastanawiać się, czy to nie będzie przypadkiem strzał w stopę. A co jeśli zbiór opowiadań, delikatnie mówiąc, nie przypadnie mi do gustu? Nie zwykłem kłamać, ale perspektywa rozpoczęcia współpracy z portalem poprzez krytykę jednego z jego największych sukcesów też nie wyglądała kusząco. Na szczęście nie muszę niczego udawać. „Dawno, dawno temu” to naprawdę porządne wydanie.

"On wrócił" - Timur Vermes

„Nie oceniaj książki po okładce” — tak mówi nam stare porzekadło. Moje trafiają do mnie dzięki poleceniu przez znajomych, czasem coś wypatrzę na facebookowych stronach wydawnictw, a ostatnio moje wybory czytelnicze determinowane były przez sylabusy polonistyczne. Jako że dawno nie miałam w rękach nic „normalnego”, czyli nieprzymusowego, od razu po sesji udałam się do księgarni po książkę, którą oceniłam… po okładce. Bo ta, nie oszukujmy się, jest zachwycająca. Grafik geniusz prezentuje nią postać, której cała treść dotyczy. Nie ma chyba na świecie osoby, która nie skojarzyłaby charakterystycznej fryzury i wąsów Hitlera, a te właśnie widnieją na pierwszej stronie oprawy. Całość minimalistyczna, jedynie czerń i biel, w moim osobistym rankingu w pierwszej dziesiątce książkowych obwolut.

Na skraju jutra, reż. Doug Liman (2014)

Tom Cruise, drogie panie, się nie starzeje. Albo - ładnie się starzeje. Albo, jak to określiła moja dobra koleżanka - nie potrafi się starzeć przez botoks. 
Obojętnie którą wersję sobie wybierzecie, trzeba mu przyznać, że na ekranie wciąż wygląda przystojnie. A żeby już nie być taką powierzchowną: przystojnie też gra. 

Nowy film Douga Limana, w którym występuje Cruise i Emily Blunt, ma tytuł Na skraju jutra (Edge of tomorrow). Jest to opowieść o tym, jak różne takie obce potworki atakują ziemię, a Tom, wcielający się w postać Cage'a, bawi się w bohatera. 

Tak, jest to film science fiction, który w polskich kinach pojawił się dzisiaj, a który już - o dziwo! - zobaczyłam. Tak, główne założenie filmu jest dość banalne, ale przyznajmy sami: takich jest sporo. Pojawiają się jednak pewne zwroty w akcji, które nadrabiają całą resztę. 

"O czym się nawet myśleć nie chce" - Gabriela Zapolska

Tak się ostatnio złożyło, że ostatnio dość często czuję, że coś jest nie tak i coś muszę zmienić. Ze sobą, ze swoim życiem - nieważne. Ważne, że zaczynam sobie uświadamiać parę rzeczy i zaczynać decydować, postanawiać. Ale nie tak postanawiać, jak się postanawia, że się schudnie, że się zacznie biegać albo że się zje tylko jednego chipsa. Absolutnie. Tak postanawiać, że coś zrobię, bo chcę to zrobić, a nie tylko dlatego, że mogłabym. 
No więc, moim postanowieniem jest wzięcie się za swoją edukację kulturalną. To znaczy, że zaczynam czytać. Ale nie na wariata i nie jednego dnia Dantego a drugiego Joyce'a. Tak po prostu, żebym zawsze mogła powiedzieć, że coś czytam. 

Przeczytałam sobie Zapolską, moi drodzy, bo Zapolska to nie tylko Moralność Pani Dulskiej.

(...której notabene nie czytałam, ale o tym proszę cicho-sza.)

"To wszystko" Janusza Andermana

Są takie książki, do których się wraca (Harry Potter?), są takie, o których chce się zapomnieć (...niestety, nie pamiętam tytułu), albo takie, które cholernie irytują. 
Przeczytałam ostatnio książkę, która cholernie mnie zirytowała. Nie wiem, czy to dobrze, czy może jednak źle, ale prawdę mówiąc, to nie żałuję, że przez nią przebrnęłam.
Mówię o "To wszystko" Janusza Andermana. 

Książkę pożyczyłam od mojej psorki i powiedziała do mnie: ciekawa jestem, czy ci się spodoba. 
Wtedy byłam jeszcze młoda i głupia, i nie wiedziałam do końca, co miała na myśli. 
Teraz już jestem mądrzejsza o około 320 stron. 
Wiecie, ile się może zmieścić na 320. stronach? 

"Sahara" - Clive Cussler

Clive Cussler. Kto nie zna tego króla przygody? Legendarny nurek, poszukiwacz zatopionych okrętów, żeglarz, założyciel Narodowej Agencji Badań Podwodnych i Morskich, kolekcjoner klasycznych samochodów i wreszcie: autor powieści przygodowych z Darkiem Pittem w roli głównej. Jego książki sprzedawane są w milionach egzemplarzy i nie zanosi się na to, aby ich popularność w najbliższym czasie zmalała. Pomimo wieku (Cussler urodził się w 1931 roku) wciąż tworzy kolejne pozycje, czasem pracując z innymi pisarzami. Ta bez wątpienia barwna i inspirująca dla wielu postać wkłada w swoje teksty całe serce. Dzięki temu jego powieści są bramą do innego świata, świata przygody, w którym niczego nie można być pewnym. Na każdego czytelnika czekają tylko niezapomniane wspomnienia i niezwykła karuzela emocji.

"Przeminęło z wiatrem" - Margaret Mitchell


Może banalnie i mało wyrafinowanie, może zbyt prosto i bez wymagań, ale z drugiej strony – przecież klasyka, przecież każdy się śmieje i mówi “przeminęło z wiatrem”, gdzieś w kącie umysłu mając świadomość, że to tytuł, że książka, że film.
Trzy tomy “
Przeminęło z wiatrem” przeczytałam w sześć dni. Dwa pierwsze były dość ciężkie, potem było coraz lepiej. Przeczytałam dopiero teraz, ale przeczytałam, bo przecież lubię poznawać rzeczy, o których wie każdy, ale tak naprawdę znają tylko nieliczni. Bo stwierdziłam, że co mi po “przeminęło z wiatrem”, skoro nie wiem, co konkretnie z nim uleciało. Ale teraz już wiem. Miłość uleciała. Dobre obyczaje uleciały. Przeminął czas na śmiech razem z chwilą, w której jeszcze nie było za późno.

"Świat bez bohaterów" - Brandon Mull


Zaczniemy tak, jak zaczyna się książka. A więc: "Książę zwieszał się w ciemnościach." Pierwsze zdanie za nami. I proszę mi nie wmawiać, że nie ostrzegałem! Wszyscy cali? Jeśli nie, to proszę ocucić nieprzytomnych i czytać dalej. Obiecuję, że ponieważ gorzej już być nie może, to jest tylko i wyłącznie lepiej...

Świat bez bohaterów - Brandon MullJason Walker – główna postać „Świata bez bohaterów” autorstwa Bandona Mulla – ma 13 lat, podkochuje się w koleżance z klasy, gra w bejsbol, a wolne popołudnia spędza na pracy w ZOO, gdzie pewnego razu słyszy dziwną muzykę dobiegającą z... hipopotama. Zaintrygowany niezwykłym zjawiskiem podchodzi bliżej i dostaje gwałtownego zawrotu głowy, po czym wpada do zbiornika, gdzie zostaje połknięty przez wspomniane przed chwilą źródło dźwięków. Po krótkiej podróży w dół przewodu pokarmowego ssaka Jason zostaje wyrzucony w krainie o nazwie Lyrian. Świecie bez komputerów, samochodów i telewizji, za to wypełnionym rycerzami i magią. Świecie, w którym na szczęście angielski jest językiem powszechnie znanym, ale brak bohaterów sprawia, że już pierwszego dnia młodziutki Jason rani człowieka z łuku, drugiego odnajduje zaginione archiwum wiedzy o Lyrianie, a trzeciego bez zbędnego wahania przyjmuje na swe chłopięce barki brzemię uratowania krainy przed potężnym, złym i okrutnym Maldorem.

"Wiele demonów" - Jerzy Pilch


Wiele demonów - Jerzy Pilch
Lata 50. Małe luterańskie miasteczko gdzieś na Ziemi Cieszyńskiej. Trochę zapomniane przez Boga, na pewno nie zapomniane przez Szatana. Mieszkańcy zmagający się z codziennością – a to drwa trzeba narąbać, a to siano zebrać, pójść do kościoła kazania wysłuchać albo na targ po kaszę i garść nowin. Jest pastor z pastorową, jest lekarz, komendant, listonosz-miejscowy-jasnowidz, parę bab, grupa chłopaków.

A to wszystko lepkie od smrodliwej, piekielnej smoły, którą szatani zostawiają po sobie przemierzając siglańską ziemię wzdłuż i wszerz.

"Hexa" - Wojciech Pietrzak

  Hexa to kolejna książka, którą miałam przyjemność otrzymać od samego jej autora. Jest nim Wojciech Pietrzak, a w swoim tekście opisał historię samozwańczego detektywa Dardiusza Wichry, który spieszy z pomocą szczecińskiej policji zawsze wtedy, kiedy natrafi na wyjątkowo ciekawą, do tej pory nierozwiązaną zagadkę. Pewnego razu jednak decyduje się na przyjęcie propozycji niejakiego Andrzeja Karpińskiego, który twierdzi, że jego syna niesprawiedliwie osądzono i stracono niemal trzydzieści lat temu za morderstwo Cyntii Łuskowskiej. Karpiński wierzy w niewinność swojego dziecka i chce, żeby ktoś znalazł mu na to dowody. 

"Let Them Talk" - Hugh Laurie

Serial, w którym grał sarkastycznego doktora, znany jest na całym świecie. Ale ten się w końcu skończył, a aktor nie zamierzał usunąć się w cień.
Hugh Laurie, który wykreował tytułową rolę w Doktorze Housie (House M.D.), zdecydował się nagrać płytę. Posunięcie to nie było aż tak szokujące, bo Anglik wielokrotnie chwalił się swoim talentem muzycznym w niektórych scenach House'a. Ponadto już wcześniej pisał, a także sam wykonywał piosenki w programie komediowym A little bit of Fry & Laurie, stworzonym razem ze swoim przyjacielem Stephenem Fry'em, a w międzyczasie udzielał się w charytatywnej grupie rockowej – Band From TV – grając na klawiszach, a czasem także śpiewając. 

Obserwatorzy

Layout by Yassmine